|
             



|
30.03.2007
Czuję się tak, jakbym narodziła się po raz drugi - powiedziała s.
Marie-Simon-Pierre, która swe cudowne wyleczenie z zaawansowanej
choroby Parkinsona przypisuje wstawiennictwu Jana Pawła II. 30 marca
opowiedziała o sobie na konferencji prasowej w Aix-en-Provence w
południowo-wschodniej Francji.
45-letnia zakonnica ze Zgromadzenia Małych Sióstr Macierzyństwa
Katolickiego podkreśliła, że uzdrowienie całkowicie zmieniło jej
życie i obecnie "nic nie jest już takie, jak było przedtem".
Uśmiechnięta przez cały czas konferencji siostra przypomniała, że w
czerwcu 2001 r. stwierdzono u niej chorobę Parkinsona, która
ogarnęła jej lewą stronę, co było dla niej bardzo dotkliwe, gdyż
jest leworęczna.
Choroba rozwijała się początkowo łagodnie, ale po 3 latach nasiliła
się, objawiając się we wzmożonym drżeniu rąk, sztywnieniu mięśni,
bólach i bezsenności. Od 2 kwietnia 2005, gdy zmarł wieczorem Jan
Paweł II, postępy choroby były coraz gwałtowniejsze, niemal z każdym
dniem. Zakonnica nie mogła już pisać lewą ręką, coraz słabiej
widziała i czuła się coraz gorzej.
Wyznała, że wiadomość o śmierci Ojca Świętego, z którym czuła się
bardzo związana modlitwą i którego podziwiała za męstwo, z jakim
znosił swe cierpienia, podobne do jej przypadku, przyjęła jako
stratę przyjaciela, "który mnie rozumiał i dodawał mi sił, abym
dalej żyła". Gdy 13 maja Benedykt XVI wyraził zgodę na wcześniejsze
rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego swego poprzednika, jej
współsiostry ze wszystkich placówek Zgromadzenia we Francji i w
Senegalu rozpoczęły modlitwę za jego wstawiennictwem w intencji
uzdrowienia chorej.
Ona sama przebywała wówczas na urlopie, a do swej wspólnoty wróciła
26 maja, całkowicie osłabiona postępującą chorobą. 2 czerwca -
dokładnie w dwa miesiące po śmierci Papieża-Polaka - poprosiła matkę
przełożoną o zwolnienie z obowiązków, gdyż nie była już w stanie nic
robić. Ale ta powiedziała s. Marie-Simon, aby jeszcze się nie
poddawała, przynajmniej do powrotu z Lourdes, dokąd chora miała
wyjechać w sierpniu. I dodała: "Jan Paweł II nie powiedział jeszcze
ostatniego słowa". Poprosiła też siostrę, aby napisała imię zmarłego
Papieża, a gdy chora to uczyniła, okazało się, że tekst jest
zupełnie nieczytelny.
Po modlitwach wieczornych siostra wróciła do swego pokoju i mniej
więcej ok. godz. 21.35-37, a więc w czasie, gdy dwa miesiące
wcześniej umierał Ojciec Święty, poczuła pragnienie ponownego
sięgnięcia po pióro. Ku swemu wielkiemu zaskoczeniu napisane przez
nią litery były bardzo czytelne. Wkrótce potem ustąpiły bóle i
drżenie kończyn, mogła też normalnie zasnąć.
Gdy wczesnym rankiem, przed rozpoczęciem dnia, znalazła się w
kaplicy klasztornej przed Najświętszym Sakramentem, ogarnął ją
dziwny spokój. Odmawiała tajemnice światła różańca, ustanowione
przez Jana Pawła II. 3 czerwca, w święto Najświętszego Serca Pana
Jezusa, uświadomiła sobie, że została w sposób niewytłumaczalny
uzdrowiona. Potwierdziły to późniejsze badania neurologiczne, a całe
zgromadzenie rozpoczęło nowennę dziękczynną.
Mimo niewątpliwie niezwykłego charakteru całego wydarzenia, siostra
nie chce nazywać swego wyzdrowienia cudem, podkreślając, że decyzja
w tej sprawie należy do Kościoła.
Zakonnica powróciła do pracy w zakonie, z tym że obecnie przebywa
już nie w klasztorze Gwiazdy w Puyricard w pobliżu Aix-en-Provence,
w którym mieszkała dotychczas, ale w Paryżu.
Obecny na konferencji prasowej metropolita Aix-en-Provence abp
Claude Feidt oświadczył, że o cudownym uzdrowieniu zakonnicy
powiadomił komisję w Rzymie prowadzącą proces beatyfikacyjny Jana
Pawła II. Jednocześnie przypomniał za soborową konstytucją "Lumen
gentium", że "cud jest potwierdzeniem obecności Królestwa Bożego na
ziemi". Dodał, że to, co się wydarzyło z s. Marie-Simon-Pierre,
stanowi dla niego "przygodę duchową, która będzie taką przygodą
także dla całej archidiecezji".
Zaznaczył przy tym, że chociaż może ona czuć się uprzywilejowana, że
to na jej terenie zdarzył się taki cud, on sam nie chce wyciągać z
tego żadnych korzyści. "Uważam się, jak w bajce Lafontaine'a, za
osiołka, który niesie relikwie" - dodał z uśmiechem arcybiskup,
który już wcześniej wyznał, że czuje się bardzo blisko związany ze
zmarłym papieżem. |
|