MENU GŁÓWNEstrona głównaaktualnościruchy młodzieżowewydarzeniawypoczynekgaleriaartykułyreportażewywiadyprzegląd prasyogłoszeniaredakcjaforum

 

 







 



Nie ważne jak głęboko wierzysz. Spotkania Młodych w Krzeszowie i tak pogłębią to, co przywiozłeś w swej duszy.
W Krzeszowie modliłam się, tańczyłam, płakałam po raz drugi. Możliwe nawet, iż mnie pamiętasz – dziewczynka w okularach z kolorowym berecikiem. Jestem bardzo niedoskonała i właśnie dlatego – okiem bardzo niedoskonałego człowieka – oglądam świat. Bardzo niedoskonałymi ustami go opisuję. Daj mi, proszę, szansę, pokazania Ci mojego niedoskonałego punktu widzenia.
Jeszcze półtora roku temu Bóg był dla mnie Gościem, który siedzi nie-wiadomo-gdzie, nie-wiadomo-po-co. Półtora roku temu moim priorytetem była jakaś bardzo podejrzana rozrywka, wszak „nie wszystko co pozytywne, jest legalne”. Półtora roku temu wyśmiałabym Cię, gdybyś mi powiedział, że dziś moje życie będzie tak wyglądać. Mówię o tym głośno dlatego, byś wiedział, że metanoja jest możliwa nawet w nieciekawych przypadkach – a skoro jest możliwa w takowych, jest konieczna w rzeczach małych.
Bazylika w Krzeszowie zachwyciła mnie nie freskami, malowanymi na mokrym tynku, nie prześlicznymi rzeźbami, nie ogromem, nie grą świateł. Zachwyciła mnie zapachem. Jeśli Bóg ma swój zapach, to pachnie jak ta bazylika. W Spotkaniach Młodych bardziej niż koncerty, bardziej niż skakanie przed ołtarzem, bardziej niż huk młodzieńczych gardeł poruszyła mnie cisza w momencie, gdy Jezus Chrystus jest przenoszony z kościoła św. Józefa do bazyliki tudzież odwrotnie.
Piszę też reportaż, artykuł (nie wiem, jak to określić – zresztą to chyba nie jest istotne), by podziękować. Dziękuję za spowiedź w kościele św. Józefa. Dziękuję za konferencję ks. Rektora. Za „schody” Orzecha. Za Violę Brzezińską, rodzinę Cudzichów, Poldka i Sławomira Laskowskiego. Dziękuję za każdą Mszę Świętą, modlitwę, konferencję, minutę.
Dzięki Spotkaniom Młodych zobaczyłam Szefa w rzeczach tak prostych, że aż pięknych. Przyszedł do mnie w smsie od Przyjaciela. Wpadł na chwilę z pająkiem w moje włosy. Zapachniał mi świeżą trawą. Zawiał porannym rześkim powietrzem. Spadł z deszczem. Poskładał się w zdanie. Dotknął mnie lecącym piórkiem. Pozwolił się przeczytać w zdumiewającym zdaniu. Może dla Ciebie to, co piszę, jest banalne. Pomyśl, jak wiele banału jest w Twoim życiu. Może właśnie ten banał jest piękny.
Krzeszów to magia. Krzeszów to światło. Krzeszów to miejsce, gdzie możesz nauczyć się jak bardziej „być”, a nie „mieć” (jestem świeżo po lekturze książki, także mogę cynować). Krzeszów to zmiany i postanowienia. Krzeszów to wiara. Krzeszów to nadzieja. Krzeszów to radość w najczystszej postaci. Takiej euforii nie da Ci nigdy ani etanol, ani żadna inna „chemiczna litość”. Dziękuję Ci za Twój czas mój Czytelniku. Zostań z Bogiem.



XIII Spotkanie Młodych w Krzeszowie
(okiem nowicjusza)


Po raz pierwszy o Spotkaniu Młodzieży w Krzeszowie usłyszałem cztery lata temu. Wraz z grupką ministrantów z parafii byliśmy wówczas na jednodniowej pielgrzymce autokarowej do Krzeszowa. Od tamtej pory pomysł wciąż krążył mi w głowie, jednak do realizacji brakowało zainteresowania ze strony moich znajomych (sam jechać nie chciałem, szczególnie, gdy byłem jeszcze niepełnoletni) lub nie pozwalały mi warunki finansowe. W ubiegłym roku w ogóle zapomniałem o całej sprawie. Gdy na pieszej pielgrzymce wiele osób podejmowało w rozmowach temat Krzeszowa, postanowiłem, ze zrobię wszystko, aby w tym roku w końcu się tam udać.
W te wakacje, ku mojemu zdumieniu, mnóstwo czasu spędziłem poza domem. Wiązało się to niestety ze sporym obciążeniem finansowym. Jak się okazało, szczęśliwie znalazły się fundusze. Znalazł się też Piotrek, który dał się namówić na wspólny wyjazd. Kilka dni wcześniej zapisaliśmy się na autokar i niecierpliwie czekaliśmy, a już szczególnym brakiem cierpliwości z tej dwójki odznaczałem się ja, stęskniony za siostrami i braćmi poznanymi na pielgrzymce.
Kochane siostry z Lubina zajęły nam miejsca w autokarze. Moja radość była tym pełniejsza, że spotkałem tam również Sebastiana i Wojtka – dwóch kolegów z roku. Podróż jak zwykle minęła mi głównie na spaniu, gdyż choroba lokomocyjna dawała się we znaki.
Na miejscu podzieliliśmy się na trzy grupy – liturgii, modlitwy i muzyczną. Biorąc pod uwagę, że od 9 lat jestem ministrantem, od 5 lektorem, a od jakiegoś czasu jako student teologii w sposób szczególny staram się dbać o sprawy liturgiczne parafii, wybrałem diakonię liturgii. Jak się później okazało był to błąd, gdyż poruszane tam tematy były mi doskonale znane, więc aby nie marnować czasu, przeniosłem się do diakonii modlitwy.
Skoro już mowa o diakoniach, pragnę przybliżyć nieco strukturę spotkań grupowych. Diakonia liturgii, do której oficjalnie należałem, zajmowała się takimi kwestiami jak liturgia godzin, struktura Mszy świętej, gesty liturgiczne, szaty i sprzęty używane w liturgii. Spośród członków tej grupy rekrutowali się pełniący służbę na Mszach świętych.
Diakonia modlitewna, którą bardziej sobie upodobałem, zajmowała się przede wszystkim pogłębianiem więzi z Bogiem. Jej uczestnicy uczyli się o różnych metodach modlitwy, które wznosili między innymi za całą zebraną w Krzeszowie wspólnotę. W szczególny sposób brali również udział w codziennych adoracjach Najświętszego Sakramentu, wystawionego w kościele św. Józefa.
Diakonia muzyczna troszczyła się o odpowiednią oprawę Mszy świętych. Warsztaty wokalne i instrumentalne pogłębiały wiedzę i umiejętności młodych psałterzystów, chórzystów i muzyków.
Codziennie odprawiana była Msza święta. Program dnia uszlachetniały świadectwa i konferencje. Dobrą odpowiedzią na otaczającą nas rzeczywistość była wygłoszona na rozpoczęcie spotkania konferencja ks. rektora Sławomira Stasiaka, dotycząca przekłamań zawartych w niezwykle rozdmuchiwanym przez media „Kodzie Leonarda da Vinci”. Swoistym hitem była konferencja ks. Stanisława Orzechowskiego, który słowem i żartem zawsze potrafi dotrzeć do młodzieży.
Jedną z największych atrakcji tegorocznego Spotkania Młodych był koncert Violi Brzezińskiej. Niewiele pamiętam koncertów, na których panowałaby tak przemiła atmosfera. Rozanielona młodzież tańczyła podskakując i wymachując rękami w rytm muzyki. Nie wiem, czy po zakończeniu koncertu był w Krzeszowie ktoś z nas, kto nie nuciłby wieczorem pod nosem refrenu piosenki „Druga po Bogu”.
Nocleg w domu kultury (po pielgrzymce słowo „namiot” źle mi się kojarzy) był dość ciekawy, szczególnie w ostatnią noc. Porządkowi nie mogli sobie poradzić z uciszeniem wielkiej grupy, która zgromadzona na środku sali do późna dźwiękiem trzech gitar i głosem kilkudziesięciu gardeł chwaliła Pana.
Szkoda, że były to tylko cztery dni.

Maciej "Quintus" Dąbrowski