|
             



|
Wywiad z Magda Anioł
Agnieszka Kiełbus -Jak odkryła Pani
swoje powołanie muzyczne?
Magda Anioł - Wierzymy, w to że w naszym życiu nie ma
przypadku, ale jakby nie pewien bieg wydarzeń ludzi, którzy w pewnym
momencie się pojawili i cos zaproponowali to nie wiem czy sama bym
do tego doszła. Zaczęłam śpiewać już dużo wcześniej będąc tuż po
maturze więc w zasadzie nie miało to nic wspólnego z tym co teraz
robie, bo to była zupełnie inna muzyka. Skończyłam liceum muzyczne i
dlatego muzyka nie była mi obca. Sam fakt, że będę śpiewać nigdy nie
przyszedł mi do głowy i jeszcze na dodatek, że będzie to mój zawód i
hobby. To co robię to powołanie, które jest splotem kilku wydarzeń
ludzi, którzy odkrywali we mnie talent. Potem ewaluacja mojej całej
sfery muzycznej i duchowej, to wszystko stopniowo się przemieniało i
zabrnęło na takie tory z jakich dzisiaj startujemy.
A.K. - Co pomaga Pani iść przez życie przy takiej
znieczulicy świata?
M.A. - Na pewno pomaga mi, to że jestem w wspólnocie
kościoła, to jest wielka siła. Mieliśmy pewne doświadczenie z moim
wieloletnim przyjacielem, obecnym narzeczonym bycia we wspólnocie ,
byliśmy na rekolekcjach dla narzeczonych. Widzieliśmy jak
niesamowitą rolę w życiu ludzi, rodzin odgrywa bycie w jakiejś
wspólnocie, że to jest grupa przed, którą człowiek się otwiera. Jest
otwarty przede wszystkim na działanie Ducha Świętego. Każdy
dobrowolnie może być we wspólnocie bądź w niej nie być. To jest
wybór. Myślę, że ludzie, którzy chcą układać życie z Panem Bogiem
nade wszystko chcą by On był na pierwszym miejscu. Taka droga jest
niezbędna, bo sam człowiek jest zagubiony w tym świecie. Media w
pewnym sensie, to też jest wspólnota, która nam proponuje coś
zupełnie odwrotnego niż wartości chrześcijańskie. Ja nie mówię o
wszystkich, bo są takie media, które promują dobre wartości i chwała
Bogu za to. Szczerze mówiąc to ja po inne nie sięgam. Paradoksalnie
to ja wolałam kiedy był tak zwany kryzys w Polsce, kiedy to na
półkach leżały dwie czekolady, a nie pięćdziesiąt. Człowiek idąc do
sklepu nie miał dylematu tak jak dzisiaj je ma. Można się w tym
wszystkim pogubić, ponieważ towar jest co chwile przestawiany gdzie
indziej, trzeba szukać, chodzić, tracić czas, a kiedyś było inaczej,
wchodziło się do sklepu, było kilka produktów, wiedziało co się
kupuje. Oczywiście nie twierdze, że postęp z jakim idzie świat jest
zły. Pośród chaosu, który jest zalecany przez świat alternatywą jest
wspólnota, w której można realizować jakiś plan.
A.K. - Jakie sukcesy ma Pani na swoim koncie?
M.A. - Największym moim sukcesem osobistym jest, to że
nasz zespół żyje dwanaście lat. Jesteśmy grupa ludzi, która
praktycznie się nie kłuci. Jeśli chodzi o sukcesy zawodowe to udało
się nam już sześć płyt nagrać nie licząc wcześniejszych doświadczeń
poza sferą chrześcijańską. Dostaliśmy się do finałowej dwunastki na
festiwalu w Opolu. Trudno mi teraz te osiągnięcia wszystkie
wymienić. Natomiast miłym akcentem jest gdy ludzie słuchają naszej
muzyki znają słowa piosenek na tym opiera się nasze bycie.
A.K. - Co przyczyniło się do tego, że śpiewa Pani taką
muzykę, a nie inną?
M.A. - Jest to pewien proces odnowy duchowej, który
przeżyłam. Był moment w moim życiu, że odeszłam od kościoła myślę,
że było to zaniedbanie z mojej strony. Pan Bóg wydawał mi się mało
atrakcyjny był taką nierealną rzeczywistością. Nie było osób, które
by zmieniły moje myślenie. Będąc w młodym wieku uważałam, że
młodzież w różnych stowarzyszeniach jest dziwna, staroświecka,
śmieszna, nie umiejąca korzystać z życia. A dzisiaj widzę, że są to
ludzie, którzy maja dobrze poukładane w głowach i na dodatek
potrafią się bawić i szaleć. Jedno drugiego nie wyklucza. Żałuje, że
w młodym wieku nie należałam do jakiegoś katolickiego
stowarzyszenia. Widocznie Pan Bóg miał wobec mnie inny plan, później
mi pokazała, że istnieje, że nie jest to dziadek na chmurce
zsyłający aniołki. Nauczyłam się ufać Bogu, powierzać mu, to co się
w moim życiu dzieje, nauczyłam się, że cierpliwość i zaufanie
przynosi owoce nie od razu, bo Pan Bóg nie jest koncertem życzeń. Po
przemianach moich osobistych czułam potrzebę dzielenia się tymi
przeżyciami, przemianami z innymi ludźmi. Podjęliśmy radykalną
decyzję, że chcemy zmienić styl muzyki i że chcemy śpiewać teksty,
które wprost wychwalają Pana Boga.
A.K. - Czym się Pani interesuje i jak Pani spędza
wolny czas?
M.A. - Uwielbiam pływać, woda to mój żywioł. Wstaje
bardzo rano dość nietypowo jak na muzyka. Idę na basen i idealnie
jest jak uda mi się pójść jeszcze na msze. Mam psa haski syberyjski,
z którym wychodzę pobiegać. Rower to podstawa. Bardzo lubię czytać
książki, ale nie mam na to zbytnio czasu. Planuje ślub to wydarzenie
pochłania część mojego czasu. Sąd biskupi orzekł nieważność
pierwszego mojego związku z powodu przeszkód psychicznych ze strony
tej drugiej osoby. Mam prawie dwunasto letnią córkę z tamtego
związku. Jestem mamą, zajmuję się prozaicznymi sprawami domowymi.
Lubię razem z córką Dominiką obejrzeć jakiś film. Jeśli chodzi o
hobby to kolekcjonuje anioły, których mam ponad 145.
A.K. - Co Pani myśli o kopiowaniu imagu?
M.A. -Ja tego nie robię. Wydaje mi się, że jestem
osobą, która kompletnie nie naśladuje jakiegoś wykonawcy. Nie idę z
duchem mody i czasu. Myślę, że jeśli chodzi o styl to zawsze
potrafiłam sobie z tym poradzić, nie wzorując się na nikim i na
niczym. Jeśli chodzi o muzykę, to Adam jest kompozytorem muzyki i
autorem tekstów, a więc ma on swój styl. Uważam, że nie kopiujemy
nikogo i mamy swoją rozpoznawalność.
A.K. - Jakiej muzyki Pani słucha?
M.A. - Jeśli chodzi o wykonawców zagranicznych bardzo
podobają mi się takie wokalistki jak, np. Sheryl Crowl, Tanita
Tikaram, zawsze fascynował mnie jej niski głos. Nieśmiertelnym
zespołem dla mnie jest „ The Beatles”. Poza tym lubię akustyczny
jazz, gitarowy taki bardziej elektryczny. Zespołem mojej młodości,
którym byłam zafascynowana jest „Depech Mode”. Niektóre dzisiejsze
kawałki hip-hopu również mi się podobają, ale nie wszystko. Np. taki
wykonawca jak Mezo, jest łagodnym hiphopowcem i to mi się podoba.
Więc nie jestem aż takim wapniakiem, który nie rozumie dzisiejszej
muzyki.
A.K. - Jaki motto prowadzi Panią przez życie?
M.A. - Są to słowa Jana Pawła II, które mówią o
wymaganiu od siebie. To co proponuje teraz świat jest szybkie i
chwilowe. Jest to przykre, że komunikujemy się przez internet,
komórkę, a nie przez rozmowy i kontakty z innymi ludźmi. Przeraża
mnie to, że wszystko jest robione elektronicznie. Jeśli nie
zaczniemy rozmawiać ze sobą, to kontakt pomiędzy ludźmi stanie się
czymś przyziemnym. Kiedyś człowiek się obudzi i zobaczy, że nie ma
tak naprawdę nikogo oprócz sprzętów nowej generacji. Trzeba rozważyć
przykazania i zastanowić się czy jesteśmy tak naprawdę katolikami.
A.K. - Kto jest dla Pani autorytetem?
M.A. - Jest nią osoba Jezusa, za którą idę. Również
fascynuje mnie postać św. Marii Magdaleny, jest to moja imienniczka
i patronka. Pan Jezus daje każdemu szanse. Maria Magdalena z osoby,
którą chcieli zlinczować i ukamienować, stała się tą, która była
świadkiem śmierci Jezusa na krzyżu i zmartwychwstania. Osoba Matki
Teresy z Kalkuty jest dla mnie kimś wyjątkowym, nie wiem czy można
być zwykłym człowiekiem i podchodzić do drugiego, tak jak ona
podchodziła.
A.K. - Jaka jest recepta na sukces?
M.A. - Nie ma żadnej. Nie jestem lekarzem by wypisywać
recepty. Myślę, że jest to wola Pana Boga w naszym życiu.
|